Św. Marcin niczego sobie!

Dawno, dawno temu, poznańskiemu cukiernikowi przyśnił się Św. Marcin, wjeżdżający do miasta na białym koniu. Kiedy koń potknął się na śliskim śniegu, zgubił złotą podkowę. Cukiernik zafascynowany życiem świętego i tak jak on, zatroskany losem ubogich uznał to za znak. Nazajutrz upiekł słodkie ciasto, w kształcie podkowy, wypełnione białym makiem, orzechami i bakaliami i rozdał je biednym. Na pamiątkę tego wydarzenia poznańscy cukiernicy co roku, w dzień imienin Św. Marcina wypiekają słodkie rogale. Kiedy tego dnia spadnie śnieg, Poznaniacy powtarzają, że Św. Marcin przyjechał na białym koniu…

(tekst pochodzi z TEJ strony)

11 listopada to, obok Święta Niepodległości, dzień Św. Marcina. W Polsce najhuczniej obchodzą ten dzień poznaniacy, a to za sprawą rogali świętomarcińskich. Odkąd pamiętam chciałam spróbować takiego rogala. Niestety w okolicach 11 listopada Poznań nigdy nie był mi jakoś szczególnie po drodze. W tym roku również ale rogala świętomarcińskiego udało mi się zjeść :). Muszę przyznać, że jest pyszny. Nadzienia w nim jest tyle, że spokojnie starczyłoby na 4 przeciętne drożdżówki, do tego mnóstwo chrupiąceych orzeszków, delikatna migdałowo-marcepanowa nuta i błyszczący lukier… . Zresztą, zapytajcie Ptysia.

Mam podejrzenia, że taki rogal smakowałby jeszcze lepiej gdyby go jeść na poznańskim Rynku właśnie 11 listopada. Akurat szczęśliwie się składa, że w przyszłym roku dzień Św. Marcina wypada w sobotę*, więc w sam raz można urządzić weekendową wycieczke do miasta koziołków!

Ciekawscy mogą zaglądnąć TUTAJ.

*niestety, 11 listopada nie dla wszystkich jest dniem wolnym od pracy…